-

tadman

Pan Szajke

Dedykuję esce, bo przypomniała mi sprawy z dzieciństwa.

Na ostatnim piętrze naszej kamienicy mieszkał pan Szajke. Najprawdopodobniej jego imię brzmiało Szaja i od niego ludzie utworzyli przezwanie. Był to mały człowieczek, o wydatnym nosie, siwy i zawsze w nakryciu głowy: w lato byt to siatkowy kapelusz, a zimą już regularny. Bardzo źle mówił po polsku i kiedy nie mógł się wysłowić to często wtrącał słowa z jidisz. Mówiono, ze przechowywał w domu złoto i dolary, bo nie dość, że drzwi do mieszkania miał od środka obite blachą to jeszcze zamykał je z zewnątrz na skobel z kłódką. Mimo, ze wychodził z domu tylko na chwilę to zamykał jeszcze łamane drzwi zewnętrzne, także obite blachą, a przez specjalne uchwyty przewlekał grubą sztabę i zapinał na kłódkę.

Wiadomo było, że pan Szajke był w obozie i po wyzwoleniu nie wrócił na Kresy, bo nie było już po co; zabito na jego oczach żonę, dzieci i najbliższą rodzinę, więc został tu w Polsce. Nie wiadomo z czego się utrzymywał, bo był obecny w domu przed południem.
Bardzo lubił dzieci, co w tamtych czasach nie budziło najmniejszych podejrzeń. Często do niego wpadaliśmy, bo zawsze miał dla nas a to karmelki, a to owoce i największy przysmak wiśnie, które pozostały po odcedzeniu soku. Pamiętam moje zainteresowanie wzbudzało radio „szarotka” , które było podpięte pod baterię dużą jak cegła. Ciekawe, że pan Szajke w ciągu dnia kiedy był w domu to nie zamykał drzwi, tak że najczęściej wpadaliśmy bez pukania. Raz zdarzyło się, że zdybaliśmy go podczas modłów, ale był w nich tak pogrążony, że nie zauważył nas, więc wycofaliśmy się.

Raz zabrał mnie i brata ze sobą, bo chciał kupić klapsy na osiedlu domków jednorodzinnych. Miał tam upatrzonego sprzedawcę, który owoce odważał na szalkowej wadze rzucając oprócz odważników kamień i mosiężny kran. Panu Szajke to się nie podobało i kazał sobie wszystko po kolei zważyć i kiedy wiedział ile każdy z "odważników" ma to dopiero pozwolił naważyć gruszek. Po powrocie do domu zaczął od sprawdzania wagi i okazało się, że gratis ma dwie gruszki, co wprowadziło go w dobry nastrój i dał nam te dwie gruszki, a po namyśle trzecią dla naszego najmłodszego brata.

Nie wiadomo kiedy pojawił się w domu pana Szajke dużo młodszy od niego żyd, który dobrze mówił po polsku. Raz kiedy przyszedł podczas naszej bytności to pan Szajke wyprosił nas i widać było, że ten przybyły to ktoś ważny.
W jakiś czas po jego pojawieniu się pan Szajke zgodził do pracy dwie młode matki z naszej kamienicy, bo otworzył chałupnictwo klejenia igelitowych płaszczy przeciwdeszczowych. Maszyna do klejenia igelitu składała się ze sporej skrzyni podłączonej do prądu z jakimiś wskaźnikami i takim stolikiem na którym kładło się zgrzewane elementy, a pedałem uruchamiało się rozgrzana metalową listwę, która po dociśnięciu igelitu sklejała go. Dał nam kiedyś spróbować kleić tą maszyną niepotrzebne skrawki; była frajda. Gotowe płaszcze i peleryny odbierał ten ważny.

Po jakimś czasie interes skończył się, bo weszły ortaliony i nie było zbytu na siermiężne igelitowe płaszcze i wtedy pojawiły się nowe maszyny do produkcji gałek i uchwytów meblowych. Kuchnię pana Szajke zawalały wory z granulatem plastikowym i masa śrub i śrubek. Nowe zajęcie pana Szajke wszyscy odczuli, bo w momencie produkowania gałek przygasało światło w całej kamienicy.

Któregoś dnia pan Szajke zniknął, a na drzwiach tkwiła sztaba zamknięta na kłódkę. Wkrótce okazało się, że pan Szajke został przez ważnego zawieziony do szpitala i tam wkrótce zmarł.

Chyba następnego dnia po śmierci pana Szajke sztaba była zdjęta, a składane zewnętrzne drzwi były uchylone. Sąsiedzi zauważyli, że drzwi do mieszkania też nie były zamknięte. Weszli do środka, ale nikogo tam nie było, a mieszkanie wyglądało tak jakby pan Szajke wyszedł z domu na chwilę. Wszystkowiedząca inwalidka z tego samego piętra, która umilała sobie czas wyglądaniem przez okno, powiedziała iż ważny musiał mieć klucze do mieszkania, bo w ostatnie dni wchodził do kamienicy i słyszała później szuranie wysuwanej sztaby.



tagi: żydzi 

tadman
3 marca 2018 12:39
3     889    10 zaloguj sie by polubić
komentarze:
Maryla-Sztajer @tadman
3 marca 2018 14:27

Część :)

Fajnie że jesteś 

.

 

zaloguj się by móc komentować

ainolatak @tadman
3 marca 2018 21:49

Pan Szajke, mimo że już bez rodziny ciagle był w "sieci"

ciekawe takie wspomnienia 

zaloguj się by móc komentować

tadman @ainolatak 3 marca 2018 21:49
3 marca 2018 22:39

Starałem sie pisać z perspektywy dzieciaka, czyli bez oceniania. Zadzwoniłem do Mamy i okazuje się, że zakończenie powinienem zmienić, bo jednak ważny przyjechał z ekipą ciężarówką i wiele rzeczy zostało wywiezione i dopiero wtedy mieszkanie pozostawili otwarte. "Sieć" zawsze troskliwie zatroszczy się o dobytek zmarłego.

zaloguj się by móc komentować

zaloguj się by móc komentować